Budżet partycypacyjny? A co to?

Czym tak naprawdę jest budżet partycypacyjny? I dlaczego mimo faktu, iż to dobra i godna uwagi inicjatywa, jest tak mało popularną formą rozwoju lokalnych obszarów? Przeciętny mieszkaniec niewiele wie o budżecie partycypacyjnym, a nawet jeśli wie – nie angażuje się zupełnie.

Zgodnie z definicją budżet partycypacyjny to proces, w trakcie którego mieszkańcy współdecydują o wydatkowaniu części budżetu miasta lub dzielnicy. W ten sposób mieszkańcy współtworzą wspólny budżet i wskazują kierunki rozwoju różnych dziedzin życia publicznego. Wartością dodaną procesu jest jego edukacyjny charakter – zarówno dla mieszkańców (sposób konstruowania budżetu i procedury wydatkowania środków publicznych) jak i dla urzędników (unikalna wiedza nt. potrzeb mieszkańców). Podstawowymi cechami budżetu partycypacyjnego powinny być: przejrzystość regulaminu, dokładnie określone środki finansowe, otwarta dyskusja mieszkańców, cykliczność oraz jego wiążący charakter.

Obecnie blisko 100 polskich gmin - z większym lub mniejszym powodzeniem - realizuje budżet obywatelski. Po tych kilku latach rozpoczęła się intensywna dyskusja o tym, czy budżety partycypacyjne są realizowane dobrze i czy zarówno władze jak i mieszkańcy dojrzeli do budowania społeczeństwa obywatelskiego za pomocą tego narzędzia. Jego modele są nadal testowane i tworzone na bieżąco przez uczestników. Realizacja budżetów partycypacyjnych pokazała, że procesy te są różnie realizowane w poszczególnych samorządach. Wynika to przede wszystkim z uwarunkowań prawnych.
Obecnie w Polsce nie istnieje podstawa prawna, która w przejrzysty sposób regulowałaby zasady przeprowadzania budżetów partycypacyjnych. Jedyną postawą jest ustawa o samorządzie gminnym i art. 5 a, który mówi, że „W wypadkach przewidzianych ustawą oraz w innych sprawach ważnych dla gminy mogą być przeprowadzane na jej terytorium konsultacje z mieszkańcami gminy”.
Drugi punkt tego artykułu wskazuje jedynie, że konsultacje przeprowadza się ze wszystkimi mieszkańcami gminy, a ich szczegóły określane są aktami prawnymi niższego rzędu, czyli miejscowymi uchwałami. Taka redakcja przywołanego przepisu powoduje, że budżety partycypacyjne są realizowane odmiennie. W Warszawie w procesie może uczestniczyć każdy, bez względu na wiek (tzw. osoby małoletnie potrzebują zgody opiekuna prawnego), ale już niedaleko Warszawy, w małej gminie Konstancin-Jeziorna, ustalono granicę wieku na 13 lat. Przytoczyć można też inny przykład z okolic Warszawy - gmina Grójec - gdzie burmistrz ogłosił budżet partycypacyjny na swoim facebook’owym profilu, a mieszkańcy zgłaszali projekty poprzez dodawanie komentarzy i głosowali, oddając tzw. „lajki”.

Powyższe przykłady stanowią niewielki odsetek kwestii rozwiązywanych w różny sposób
w każdej z polskich gmin, które zdecydowały się na wprowadzenie budżetu partycypacyjnego. Jedno jest pewne – budżet obywatelski to proces, który podnosi transparentność procesów decyzyjnych i świadomości lokalnej społeczności oraz buduje zaufanie wśród interesariuszy życia publicznego. Mieszkańcy angażujący się w partycypację cenią fakt, że stanowi pole dialogu, w którym mają możliwość zasygnalizowania istotnych z ich punktu widzenia potrzeb. Debata publiczna dotyczy dzisiaj różnych aspektów procesu – począwszy od gotowości mieszkańców do świadomego udziału w procesie, aby nie traktowali budżetu jak „konkursu piękności”, w którym wygrywa najatrakcyjniejszy projekt, a skończywszy na jego kompetentnej i przejrzystej realizacji przez urzędników, których rola jest tutaj szczególnie ważna.

Obecnie brak sformalizowanych ram implementowania tego procesu powoduje nieprawidłowości i uzasadnioną niepewność opinii publicznej, co do jego przejrzystości.
Regulacja budżetu obywatelskiego powinna zmierzać do stworzenia minimalnych ram prawnych dla tego procesu w Polsce. Podstawą tej zmiany powinna być jasna definicja budżetu, która wskaże, że jest to szczególny rodzaj konsultacji społecznych i dzięki temu rozwiąże problemy z interpretacją prawa, np. czy zbieranie danych osobowych na etapie głosowania jest zgodne z prawem? Niektóre orzecznictwa wskazują, że gminy, które weryfikują tożsamość głosujących łamią ustawę o samorządzie gminnym.

Bardzo prawdopodobne jest, że „przeregulowanie” budżetu obywatelskiego, mogłoby spowodować spadek zaangażowania mieszkańców. Bezzasadne również jest, aby każda gmina w Polsce była „zmuszana” do wprowadzania budżetu partycypacyjnego. Prawo powinno jedynie stwarzać możliwości a nie nakazywać, szczególnie w przypadku tak wrażliwej tkanki społecznej. Biorąc pod uwagę zróżnicowanie polskich samorządów – od wielkości budżetów po stopień rozwoju i rodzaj potrzeb mieszkańców, szczegółowe zasady budżetu obywatelskiego powinny być określane miejscowymi regulaminami. Niezależnie od wprowadzenia norm prawnych oraz jakości i sposobu realizacji budżetów obywatelskich, w perspektywie kilkunastu lat społeczności lokalne będą egzekwować od władz zarządzanie poprzez partycypację.

A jaka rada na dziś?

Jak zachęcić obywateli do czynnego udziału w przeznaczeniu budżetu, a jednocześnie sprawić, aby pieniądze były wydawane rozsądnie?
Po pierwsze – minimalizacja biurokracji. Procedura powinna być maksymalnie prosta, aby mieszkańcy mogli w łatwy sposób zgłaszać swoje pomysły.
Po drugie – rzeczoznawca. Obiektywna osoba, niezwiązana z danym obszarem, która będzie w stanie ocenić czy dana inwestycja na konkretnym obszarze rzeczywiście jest wskazana i potrzebna mieszkańcom.
Istotnym elementem jest również edukacja urzędników, którzy w tym procesie powinni czynnie brać udział, poprzez kompetentne udzielanie informacji.

Budżet partycypacyjny to szansa dla lokalnych społeczności, ale musi być wydany zgodnie z faktyczną potrzebą, a nie tylko dlatego, że realizacja pomysłu jest stosunkowo tania, za to sam projekt kompletnie bezużyteczny dla mieszkańców.
Jeśli z kolei projekty finansowane z budżetu partycypacyjnego będą realizowane zgodnie z potrzebami, mieszkańcy zachęci widoczną poprawą, będą chętniej brali udział w tego typu aktywnościach.
Trwa ładowanie komentarzy...